niedziela, 7 sierpnia 2011

"Умом Россию не понять,
Аршином общим не измерить:
У ней особенная стать —
В Россию можно только верить."

"Nie sposób pojąć jej rozumem,                                              
Nie sposób zwykłą miarką mierzyć.
Ma w sobie tyle skrytej dumy,
Że w Rosję można tylko wierzyć."   jak pisal Tiutczew w drugiej polowie XIX wieku.

Wczoraj rano czteroosobowa ekipa - skladajaca sie z Rosjanki, Rumunki, Amerykanina i Polki - pojechala szukac "prawdziwej Rosji". Organizacja wyjazdu zajela sie Marina (Rosjanka), co jest dosc istotna informacja. od poniedzialku do czwartku wieczorem probowalam naklonic ja do znalezienia zakwaterowania na sobotnia noc we Wlodzimierzu albo Suzdalu i ostatecznie w czwartek wieczorem laskawie zarezerwowala nam miejsca. mielismy zebrac sie w sobote o 7.30 - 7.40 na ostatniej stacji granatowej linii metra, co oznaczalo, ze musialam wstac o 5.30 aby przedostac sie na drugi koniec miasta. autobus do Suzdalu odjezdzal o 8.10. oczywiscie na miejscu okazalo sie, ze juz od dawna nie ma biletow na nastepne 2 autobusy. M. zadecydowala, ze pojedziemy marszrutka, bo przeciez "zawsze przy stacji metra stoi pieciu albo szesciu kierowcow oferujacych przejazd w tamte okolice". i naprawde nie mam pojecia dlaczego, ale tego ranka jakos wyjatkowo zaden z nich nie jechal ani do Wlodzimierza, ani do Suzdala, ani nawet do Iwanowa. przedziwne. efekt byl taki, ze pojechalismy do Wlodzimierza autobusem o 10 i zamiast byc w Suzdalu o 12.30, bylismy o 17.30 (przesiadki, przejazdy itp., itd...). nie ukrywam, na poczatku bylam dosc mocno zdenerwowana; gdybym wiedziala, ze beda jakiekolwiek problemy z biletami to pojechalabym sama dzien wczesniej i je kupila. ale postanowilam, ze i tym razem bede trzymac nerwy na wodzy, probowac sie zrelaksowac i przyjmowac rzeczy takimi, jakie sa. oczywiscie jestem wdzieczna M. za pomoc. i prawdopodobnie sie powtorze w tym momencie, ale rosyjskie podejscie do organizacji czegokolwiek po prostu mnie zabija. wydaje mi sie, ze ci ludzie po prostu nie umieja albo nie chca myslec perspektywicznie, a odrobina takiego myslenia czasami bardzo ulatwia zycie. oczywiscie kazdy ma jakies wady; mimo wszystko mysle, ze lubie Rosjan i dogaduje sie z nimi w wielu kwestiach.
uspokoilam sie zupelnie siedzac w autobusie i obserwujac widoki - lasy i bezkresne, niemal niekonczace sie pola. kazda podroz, nawet ta krotka (w tym wypadku okolo 200km - co to za odleglosc?!), wyzwala we mnie ogrom pozytywnych emocji, jestem podekcytowana jak dziecko w Boze Narodzenie, czuje dziwna mieszanke euforii, ciekawosci i zachwytu nawet nad najzwyklejszymi rzeczami. niesamowicie pozytywne przezycie! 
jak juz pisalam, po poludniu dojechalismy do Suzdala. oczywiscie z powodu opieszalosci moich towarzyszy spoznilismy sie na wlasciwy autobus (...), ale w koncu szczesliwie udalo sie dojechac. za - ko - cha - lam sie w Suzdalu.  to niewielkie miasteczko, albo jak kto woli, spora wioska jest podobno najlepiej zachowana z miejscowosci nalezacych do tzw. Zlotego Pierscienia Moskwy. jednak urok tego miejsca nie kryje sie w nadzwyczajnej ilosci dziel sztuki. czar tkwi raczej w  przedziwnej, spokojnej atmosferze, czas chyba zatrzymal sie w miejscu. pelno tam domkow a la chatka z bajki, samochody jezdza dosc rzadko, za to jest sporo koni. pomiedzy domkami sa pola, drzewa, kwiaty i bardzo duzo niewielkich, urokliwych cerkwi w ktorych o pelnych godzinach bija dzwony. Suzdal slynie z napoju zwanego miediewucha - rodzaju miodowego lub miodowo - ziolowego piwa (bardzo smacznego zreszta!), wytwarzanego w okolicznym monasterze. przy calej swojej "wiejskosci", miejscowosc ta jest doskonala baza turystyczna, pelna straganow z pamiatkami, miejsc noclegowych, restauracji i stolowek. bardzo zaluje, ze zamiast calego dnia, spedzilismy tam tylko niecale cztery godziny.
trzeba jednak dodac, ze zycie w tym raju na ziemi nie wyglada lekko. te same bezkresne pola, ktore mnie tak zachwycaja, sa gigantycznym utrudnieniem, gdyz miasteczko jest odciete od swiata. na przyklad cala elektrycznosc jest wylaczana codziennie o 22.30 (co moze nie powinno to byc duzym zaskoczeniem biorac pod uwage fakt, ze nawet w Moskwie sa rejony, gdzie w sezonie wiosenno - letnim odlaczana jest ciepla woda w kranach). mlodzi ludzie masowo wyjezdzaja, gdyz nie maja co robic, a miejscowy szpital przypomina raczej umieralnie niz lecznice.
wieczorem wrocilismy do Wlodzimierza, gdzie poszlismy do bardzo przyjemnej kawiarni w centrum. zdecydowanie bardziej przypominala zachodnioeuropejska knajpke z dwudziestego pierwszego wieku niz bar mleczny rodem z "Misia". po kolacji pojechalismy do mieszkania i padlismy ze zmeczenia.

z kolei dzis rano zwiedzilismy Wlodzimierz. nie moge powiedziec, ze jest to ladne czy specjalnie wyrozniajace sie miasto, ale moze po prostu spedzilam tam za malo czasu. jest jedna glowna ulica przy ktorej skupione sa najwazniejsze zabytki i kawiarenki, reszta przypomina wielkie, szare i paskudne blokowisko, na dodatek bardzo zaniedbane blokowisko. co ciekawe, w malym Suzdalu (12 tys mieszkancow) jest wiecej ciekawych rzeczy do zobaczenia niz w tym duzym miescie (duzym - czyli ok. 600tys). z pewnoscia we Wlodzimierzu jest  mniejszy ruch niz w Moskwie, czas tez plynie jakby wolniej; ale tak naprawde to nie widze jakiejs gigantycznej roznicy miedzy ta dzielnica w ktorej mieszkam tutaj w stolicy, a Wlodzimierzem. nawet ceny sa zblizone, co bylo dla nas dosc zaskakujace. oczywiscie nie ma tam metra, ale jest bardzo dobrze rozwinieta siec autobusow i trolejbusow (swoja droga pierwszy raz w zyciu jechalam trolejbusem :) biletow komunikacji miejskiej nie kupuje sie w kiosku czy nawet u kierowcy; za to w kazdym ze srodkow transportu jest jedna babuszka, pani starsza biletowa, ubrana w niebieski fartuch gladki albo w groszki (dokladnie taki sam jakie mialy panie wozne w podstawowce), ktora ma tasme z recznie odrywanymi biletami i osobiscie podchodzi do kazdego z pasazerow i sprzedaje bilet.
w kazdym razie we Wlodzimierzu zwiedzilam monaster, dwunastowieczny sobor Dmitrjewski i - przede wszystkim! - Sobor Uspienski z freskami Rublowa. wewnatrz tej swiatyni jest bardzo ciemno, prawdopodobnie ze wzgledu na ochrone freskow mistrza, malowanych przy uzyciu mieszanki jajek i barwnikow. czesc z malowidel jest oswietlona, ale niestety Sad Ostateczny, ktory tak bardzo chcialam zobaczyc (glownie ze wzgledu na to dzielo tak bardzo zalezalo mi na wycieczce do Wlodzimierza...), akurat dzis znajdowal sie w ciemnosci i musialam dluuuugo sie wpatrywac  w sufit aby zobaczyc chociaz kontury postaci. mimo wszystko nie zaluje i ciesze sie, ze udalo mi sie zobaczyc chociaz czesc fresku.
zrobilismy sobie krotki spacer, widzielismy jeszcze m. in. slynna Zlota Brame z XII wieku, niegdys brame wjazdowa od strony Moskwy. jeszcze do niedawna ikony znajdujaca sie nad brama byly zamalowane na rozkaz komunistow, odslonieto je dopiero niedawno. zajrzelismy tez do (podobno) bardzo slynnego baru z blinami, zwanego "Blincziki". z zewnatrz miejsce to wyglada bardzo niepozornie. panie za lada maja wyglad i maniery stereotypowej pani ze Społem albo z baru mlecznego. serwuja swoje taniutkie bliny zawiniete w najtansze i najzwyklejsze torebki foliowe, ale trzeba przyznac - ich wyroby sa przepyszne.
po poludniu wrocilismy do Moskwy. poczatkowo planowalismy powrot na jakies pozniejsze godziny, ale po weekendzie, w niedziele wieczorem sa nieprawdopodobne korki na drodze wjazdowej do stolicy.
ponizej - sporo zdjec z wyjazdu :)

Autobus do Suzdala ;)


Typowe budownictwo. Mysle, ze w czyms podobnym mieszkala Krolewna Sniezka.

... i bardzo mozliwe, ze jezdzila podobna kareta...

Typowy Suzdalski krajobraz.

Kreml. Niestety zdjecie wyszlo troche ciemne, ale zestawienie kolorow - w tym lazurowe niebo, snieznobiale mury i kolorowe kwiaty - to po prostu balsam dla oka ;)

Suzdalskie koty...

... prawie tak niebiezpieczne jak niedzwiedzie...

Bałwan.

Starsza pani (* skojarzyla mi sie z Ciocia Lucyna)

...i starszy pan.

Zwroccie uwage na napis "Prodigy" w tle ;)

Okno w zrujnowanej cerkwi. takie miejsca maja dla mnie jakis dziwny magnetyzm.

Serce u mych stop, milosc wyryta w betonie...

i zachod slonca nad Suzdalem.
Mam nadzieje, ze zdjecia choc troche przekonaly Was do odwiedzenia tego miejsca!
a teraz kilka fotografii z Wlodzimierza:

Widok na Sobor Uspienski. Juz na tym zdjeciu widac jak bardzo odmienny jest charakter tych dwoch miejscowosci.

Sobor Uspienski - swiatynia ta stanowila inspiracje dla architekta Soboru Uspienskiego na moskiewskim Kremlu.

 Tak, mam lekkie zboczenie na punkcie kotow.

Zlota Brama

Ikona nad Brama.

Ot, wylotowka na Moskwe...

Wesola muzyka, ale widok smutny. Nie wpomnialam jednego  - na wlodzimierskich ulicach jest dosc duzo zebrzacych ludzi. Nikogo tez nie dziwi widok niepelnosprawnego mezczyzny bez nog, ktory w wojskowym mundurze pije wino pod ogrodzeniem...

... w koncu "dziekuje za zwyciestwo".

"Blincziki"

Ulica Karola Marksa. Gwiazda musi byc!

Moze nic specjalnego, ale przyciaga uwage.

Mam nadzieje, ze Was nie zanudzilam. Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz