Rog centrum handlowego. Antyczna architektura w wersji radzieckiej.
"Pajechali !!!" jak powiedzial Jurij Gagarin.
Tak, to jest paskudne. Ale imponujace.
W Rosji owszem, sa kebaby (zwane "shoarma"), ale zdecydowanie popularniejsza jest Kroszka Kartoszka, czyli "malenki ziemniaczek", bar z reguly usytuowany przy stacji metra. W rzeczywistosci serwowany tam "ziemniaczek" to modyfikowany genetycznie ziemnior wielkosci duzego talerza, zapiekany z maslem i serem, do ktorego wybiera sie rozne dodatki - warzywa, kurczaka, kielbase czy nawet kraby. Niestety, rowniez napis 24h bywa zwodniczy, godziny otwarcia akurat tej "Kroszki" to 8 - 4.
ostatnie dwa dni byly dosc intensywne; zreszta, prawie codziennie mam tyle wrazen i przemyslen, ze prosze wybaczcie mi jesli pisze chaotycznie czy niezrozumiale.
w srode pojechalam wraz z kiloma innymi stazystami do Ostankino, o ile sie nie mysle jest to polnocno - wschodnia czesc miasta. widzielismy slynna wieze telewizyjna - rzekomo symbol Moskwy. zostala wybudowana w latach szescdziesiatych dla uczczenia rocznicy rewolucji pazdziernikowej. jest to jedna z najwyzszych budowli swiata, chyba czwarta na liscie, ale nie jestem pewna. moi towarzysze chcieli wjechac na sam szczyt, ale z nieznanych mi powodow nie bylo to mozliwe. zreszta, nawet gdyby bylo, ja wolalabym zostac na ziemi. moj lek wysokosci nie jest juz tak silny jak kiedys, ale nadal nie czuje sie komfortowo gdy musze wjechac malutka winda na wysokosc okolo 500 m. nie nie nie, naprawde wole swoja zabia perspektywe.
pozniej zwiedzilismy najstarszy zachowany drewniany palac z Moskwie w ktorym zreszta bywal nasz krol Stanislaw August. Klasycystyczna architektura, ladny park dookola - wyglada to oczywiscie przyjemnie, ale nie rozni sie za specjalnie od - przykladowo - muzeum w Nieborowie. ciekawostka jest natomiast teatr, w ktorym to dzieki uzyciu specjalnej maszyny mozna bylo zmieniac poziom wysokosci podlogi, zatem w razie potrzeby teatr stawal sie sala balowa. prawde mowiac nie do konca umiem sobie wyobrazic dzialanie tego mechanizmu.
po poludniu mialam lekcje polskiego i rosyjskiego - ja uczylam Dime polskiego, a on mnie rosyjskiego. dosc praktyczna metoda na wakacyjna nauke jezyka, ale nie wiem na ile jest skuteczna na dluzsza mete.
wieczorem padlam jak martwa, moja glowa wazyla chyba ze 40kg. pierwszy raz od dawna zasnelam o 23 pomimo halasu rozmow wspollokatorow i glosnej muzyki. niestety, ale Walerij kocha heavy metal i czesto bardzo glosno go slucha i to o najrozniejszych porach dnia. (z kolei Sasza kocha telewizje i oglada ja glosniej niz sp. babcia Jasia). ale to oczywiscie drobiazgi, jesli chodzi o zakwaterowanie to mysle, ze naprawde nie moglam lepiej trafic. w ogole osoby, ktore wybraly zycie z "rosyjska rodzina" zamiast hostelu, o wiele lepiej na tym wyszly. czesc stazystow ciagle musi zmieniac miejsce zamieszkania, niektorzy spia na podlodze. mnie na szczescie ominely te problemy.
"Pajechali !!!" jak powiedzial Jurij Gagarin.
Tak, to jest paskudne. Ale imponujace.
W Rosji owszem, sa kebaby (zwane "shoarma"), ale zdecydowanie popularniejsza jest Kroszka Kartoszka, czyli "malenki ziemniaczek", bar z reguly usytuowany przy stacji metra. W rzeczywistosci serwowany tam "ziemniaczek" to modyfikowany genetycznie ziemnior wielkosci duzego talerza, zapiekany z maslem i serem, do ktorego wybiera sie rozne dodatki - warzywa, kurczaka, kielbase czy nawet kraby. Niestety, rowniez napis 24h bywa zwodniczy, godziny otwarcia akurat tej "Kroszki" to 8 - 4.
ostatnie dwa dni byly dosc intensywne; zreszta, prawie codziennie mam tyle wrazen i przemyslen, ze prosze wybaczcie mi jesli pisze chaotycznie czy niezrozumiale.
w srode pojechalam wraz z kiloma innymi stazystami do Ostankino, o ile sie nie mysle jest to polnocno - wschodnia czesc miasta. widzielismy slynna wieze telewizyjna - rzekomo symbol Moskwy. zostala wybudowana w latach szescdziesiatych dla uczczenia rocznicy rewolucji pazdziernikowej. jest to jedna z najwyzszych budowli swiata, chyba czwarta na liscie, ale nie jestem pewna. moi towarzysze chcieli wjechac na sam szczyt, ale z nieznanych mi powodow nie bylo to mozliwe. zreszta, nawet gdyby bylo, ja wolalabym zostac na ziemi. moj lek wysokosci nie jest juz tak silny jak kiedys, ale nadal nie czuje sie komfortowo gdy musze wjechac malutka winda na wysokosc okolo 500 m. nie nie nie, naprawde wole swoja zabia perspektywe.
pozniej zwiedzilismy najstarszy zachowany drewniany palac z Moskwie w ktorym zreszta bywal nasz krol Stanislaw August. Klasycystyczna architektura, ladny park dookola - wyglada to oczywiscie przyjemnie, ale nie rozni sie za specjalnie od - przykladowo - muzeum w Nieborowie. ciekawostka jest natomiast teatr, w ktorym to dzieki uzyciu specjalnej maszyny mozna bylo zmieniac poziom wysokosci podlogi, zatem w razie potrzeby teatr stawal sie sala balowa. prawde mowiac nie do konca umiem sobie wyobrazic dzialanie tego mechanizmu.
po poludniu mialam lekcje polskiego i rosyjskiego - ja uczylam Dime polskiego, a on mnie rosyjskiego. dosc praktyczna metoda na wakacyjna nauke jezyka, ale nie wiem na ile jest skuteczna na dluzsza mete.
wieczorem padlam jak martwa, moja glowa wazyla chyba ze 40kg. pierwszy raz od dawna zasnelam o 23 pomimo halasu rozmow wspollokatorow i glosnej muzyki. niestety, ale Walerij kocha heavy metal i czesto bardzo glosno go slucha i to o najrozniejszych porach dnia. (z kolei Sasza kocha telewizje i oglada ja glosniej niz sp. babcia Jasia). ale to oczywiscie drobiazgi, jesli chodzi o zakwaterowanie to mysle, ze naprawde nie moglam lepiej trafic. w ogole osoby, ktore wybraly zycie z "rosyjska rodzina" zamiast hostelu, o wiele lepiej na tym wyszly. czesc stazystow ciagle musi zmieniac miejsce zamieszkania, niektorzy spia na podlodze. mnie na szczescie ominely te problemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz