poniedziałek, 18 lipca 2011


rosyjska barbie (tak, wiem, ze to standardowe zdjecie...)


? czemu ?


wot, babuszka. szkoda, ze glowe odwrocila...


i jak tu sie nie czuc jak w domu?


znajda sie nawet "kwiaty dla kazdego serca"...


jak widac, postanowilam urozmaicic swoje opowiesci...
dzis wstalam rano i pobiegalam, z czego po raz pierwszy spotkalam biegajace kobiety. stwierdzilam, ze to musi byc dobry znak. pozniej - wreszcie - pojechalam zwiedzic Kreml. na szczescie nie bylo zbyt wielu ludzi, wiec moglam spokojnie wszystko obejrzec bez nerwowki i przepychania sie. bylam miedzy innymi w skarbcu (? - chyba), w ktorym to najbardziej spodobala mi sie sala ikoniczno - liturgiczna, glownie ze wzgledu na ilosc zgromadzonych tam drogich kamieni. takich arcydziel jubilerstwa chyba juz dawno nie widzialam. cudo!!! (uwielbiam patrzec na drogie kamienie. nie musi byc od razu skarbiec kremlowski, kolo wystawy svarovskiego w krakowie tez nigdy nie przechodze obojetnie. cos kiedys slyszalam, ze diamonds are a girl's best friend... :) byly tam jeszcze jakies miecze, zbroje, bron i talerze, ale to mnie akurat nie interesuje. natomiast w innej czesci zostaly zgromadzone insygnia koronacyjne i przedmioty uzytkowe rodziny carow, zatem widzialam dzis jeszcze m. in. czapke Monomacha, gigantyczna karete Borysa Godunowa i bardzo prozaicznie, skarpety "z laski Bozej imperatorowej" Katarzyny II. znalazlo sie tam jeszcze kilka jej sukienek - co za waska talia, to az nieestetyczne. w kazdym razie przy wyjsciu, w sklepie przy skarbcu widzialam chyba najladniejsze i najdrozsze bombki choinkowe na swiecie, w przeliczeniu opakowanie kolorowych zolnierzykow - 5 sztuk - kosztuje ponad 4000 zlotych.
nastepnie zwiedzilam sobory kremlowskie (Uspienski, Archangielski, Zwiastowania i Rizpołożenia), sa zach - wy - ca - ja - ce. zawsze podziwiam ten nieziemski spokoj, niezruszona pewnosc, ktore bija od ikony; natomiast sobory kremla sa jedna wielka ikona, ikony patrza na czlowieka ze wszystkich stron swiata, osaczaja go. dzis oczywiscie sa oswietlone swiatlem elektrycznym i stanowia bardziej muzeum niz miejsce swiete, ale zastanawiam sie i moge jedynie sobie wyobrazac jak niesamowicie to musialo wygladac kiedy przy swietle swiec (okna sa bardzo male...), w towarzystwie chorow cerkiewnych, odbywala sie koronacja carska...
po poludniu z kolei jakos tak dziwnie sie zlozylo, ze przechodzilam kolo ksiegarni... nie, nie dosc, ze nie przeszlam obojetnie, to jeszcze wyszlam stamtad m.in. z "mistrzem i malgorzata", "doktorem ziwago"  - moje pierwsze w zyciu ksiazki po rosyjsku <3 oraz "lotem nad kukulczym gniazdem" i "nowym wspanialym swiatem" (ang) kupionymi za jakies smieszne, zupelnie niepolskie ceny. ksiegarnia to jedno z tych miejsc, gdzie ogarnia mnie mania posiadania. i jestem pewna, ze jeszcze wroce do tej koknretnej, do "Globusa" kolo Lubianki, w koncu zostawilam sporo interesujacych tytulow na polce... :)
pobyt na obczyznie (przeciez taki krotki, a obczyzna nie taka znowu obca...) sprawia, ze staje sie coraz gorliwsza patriotka :) dzis musze zrobic prezentacje o polskiej muzyce i tancach narodowych. jakie one sa fantastyczne! jestem szczerze wzruszona gdy widze / slysze poloneza i mazura ze strasznego dworu, o chopinie nie wspomne bo zawsze mi sie kojarzy z domem, Mazowszem, wierzbami za Mokasem i lakami za kosciolem w Brochowie. mam tez gleboka, mistyczna potrzebe jakiegokolwiek zaznaczenia, poinformowania w jakis inteligentny sposob obecnych tu obcokrajowcow o rocznicy powstania warszawskiego (M., Twoj filmik nie dziala u mnie...). natomiast uzywanie polskiego jest jak balsam dla ucha, zreszta jak mowila Osiecka "w jakim innym jezyku powiesz <ktoz czeka na ciebie łzą błękitną się bławacąc>", uwielbiam ten cytat.

2 komentarze:

  1. Oddanie polskiego mistyczno-magiczno-nabożnego podejścia do powstania może być trudne, nawet bardzo, ciężko to będzie chyba zrozumieć obcokrajowcom. Spróbuj podejść ich powstańczymi piosenkami (Pierwszy Sierpnia Maleńczuka?).

    OdpowiedzUsuń
  2. sama mam troche takie podejscie, ale nawet nie bede probowac go oddawac :) obcokrajowcy nie zrozumieja, to pewne. przekaz musi byc prosty i oczywisty, tzn. kiedy mowimy o mentalnosci Polakow, nalezy powiedziec cos z serii "Polacy owszem, sa kreatywni i bywaja solidarni, ale duzo narzekaja". (a mialam taka ochote zaprezentowac "modlitwe polaka" z "dnia swira"...)
    chce tylko, aby ludzie dowiedzieli i zapamietali, ze bylo cos takiego jak powstanie warszawskie, ze zginelo okolo 200 000 ludzi, z czego x ludnosci cywilnej, a miasto zostalo w zasadzie zrownane z ziemia, a pozniej odbudowane kamien po kamieniu. i ze nalezy o tym wiedziec i pamietac.

    OdpowiedzUsuń