ostatnie 3 dni uplynely pod znakiem kolejnych spotkan organizacyjnych; w zasadzie probujemy sie zorganizowac od tygodnia, ale niewiele z tego wynika. nie wiem czy to kwestia mentalnosci samych Rosjan czy problemem sa niedociagniecia aiesecu jako firmy. poki co jeszcze nie widzialam naszego provided food i dzis mamy podpisac petycje w tej sprawie. powszechne niezadowolenie rosnie. Moskwa rzeczywiscie jest drogim miastem, choc faktycznie wiele zalezy od miejsca w którym się kupuje; dotyczy to nie tylko wszelkiego rodzaju barow i knajp, ale także supermarketow. Przykladowo cena tego samego jogurtu w dwoch supermarketach tej samej sieci nieraz rozni się 60 groszy, piwo w studenckim klubie może kosztowac 30zl, a w parku obok – 6. Choc picie alkoholu na ulicy jest nielegalne, to jednak Rosjanie nie uznaja piwa za alkohol. w zwiazku z tym w wielu miejscach jest impreza 24/7, w tym obok mojej stacji metra. Standardowy obrazek to jakas babuszka z laska i reklamowka na laweczce, obok kilku grubszych panow bez koszulek, a kilka metrow dalej mlodzi ludzie z kapeluszem i gitara. Stacja Nagornaja.
podobnie wyglada sprawa z przechodzeniem przez ulice; teoretycznie karane jest chodzenie nie-na-pasach, ale wczoraj przeszlam przez srodek gigantycznego, kilkupasmowego skrzyzowania pod Lubianka na oczach policjanta i w ogole nie zwrocil na to uwagi. Biorac pod uwage mój stres zwiazany z przekraczaniem jezdni gdzeikolwiek badz, możecie sobie wyobrazic co to był za wyczyn ;) oczywiście to nie mój pomysl, bylam z moim „buddym” – kims w rodzaju przewodnika.
wczoraj zaczelam tez biegac po lokalnym parku. Moda na ten sport jeszcze tu nie dotarla; czasem tylko zdarzy się tylko jakis zasapany pan w srednim wieku, spocony, ze smutna klata, obowiazkowo bez koszulki. Trzeba tez zaznaczyc roznice miedzy nawet najbardziej zapuszczonym parkiem w Polsce a tutejszym; w Moskwie osiedlowy park to po prostu wydzielone pasmo lasu mieszanego z przewaga sosen, gdzie jest kilka asfaltowych sciezek, ale i tak wiekszosc ludzi chodzi gdzie chce.
rowniez wczoraj zrobilam kolejna wycieczke po miescie, tym razem padlo na ulice Twerska i okolice. bylam miedzy innymi na Patriarszych Prudach, miejscu gdzie rozpoczyna się akcja „Mistrza i Malgorzaty”; i prawde mowiac nie mam pojecia czemu kilka lat temu nie moglysmy go znalezc z moja mama i siostra, gdyz prowadzi tam prosta droga. O ile kilka lat temu było tam jedno bajoro na srodku i pustki dookola, o tyle wczoraj zobaczylam naprawde bardzo ladny, pelen ludzi park i kilka eleganckich sklepow. Jestem zachwycona budynkiem konserwatorium moskiewskiego – naprawde robi wrazenie – i w ogole atmosfera tej czesci miasta, w ktorej na co drugim kroku jest teatr, gdzie jest wiele zieleni i kilka przyjemnych knajpek. Zakladam tez, ze w przyszlosci pojde do mchatu, jeszcze nie wiem kiedy, ale zrobie to. Poki co planuje isc na sztuke do jakiegos tanszego i mniej znanego teatru, ale nawet nie mialam czasu aby przejrzec obecny repertuar; czytanie po rosyjsku zajmuje mi troche wiecej czasu niż czytanie po angielsku. bylam tez na jam session w squacie, dwupietrowym, bardzo przyjemnym lokalu w centrum. Było raczej malo ludzi; w ogole Aleksiej twierdzi, ze podobne miejsca (klimat zblizony do warszawskich pawilonow czy krakowskiego Bunkra) nie ciesza się jeszcze zbyt duza popularnoscia. Zaskakujaco rozni się tez wyglad ludzi którzy tam przychodza od wygladu ludzi, których można spotkac na ulicy czy w metrze – ci ze squatu zdecowanie bardziej przypominaja europejczykow. Nie mowie, ze moskwianie wygladaja czy ubieraja się zle; ale w porownaniu do nas wypadaja raczej biedniej i mniej kolorowo, mimo ze to stolica. Cos, co jest naprawde moim zdaniem zle w ich wygladzie to meskie grzywki i buty. Niektóre naprawde robia wrazenie. ale nie ma nic odkrywczego w tym, ze poziom zycia jest tutaj nizszy niż u nas. Ludzie sa tez bardziej bierni, ale podobno stali się tacy przez ostatnie kilka lat, w latach dziewiecdziesiatych było inaczej. Chlopaki twierdza, ze to przez Putina, ale jeszcze nie omowilam dokladnie tego tematu. No i rzecz która mnie zaskoczyla, to gdy przechodzilam wczoraj kolo centrum medycznego, w którym to z okna krzyczal napis – „Aborcje. Anonimowo”. Musze przyznac, ze nawet jeśli jestem za legalizacja, to nie jestem przyzwyczajona do podobnych ogloszen. czas nagli. cd. nastapi. pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz