niedziela, 3 lipca 2011

"z moich okien, z kazdej strony, widac caly plac czerwony, a z Twojego okieneczka - nie zobaczysz kawaleczka!"

faktycznie, nocy nie spedzilam przed komputerem. pierwsza rzecz o jakiej musze napisac, to o goscinnosci mojego hosta, Jurija; wczoraj wieczorem jechal ze mna pol miasta zeby odprowadzic mnie do klubu, dal mi swoj telefon (jeszcze nie mialam rosyjskiej karty) i swoje klucze do mieszkania zebym mogla isc i spokojnie sie pobawic. sam nie chodzi na imprezy. dzis rano musial wyjsc i wyslal mi tylko smsa, ze koktail mleczny na kaca czeka na mnie w lodowce. kaca co prawda nie mialam, ale to co przygotowal bylo po prostu przepyszne. a wczoraj? bylam w dwoch klubach, jednym dosc normalnym (chyba?...), a drugim dosc snobistycznym, swoja droga jednym z najstarszych klubow w Moskwie. dzis z kolei ruszylam na zwiedzanie centrum; zdecydowanie potrzebowalam dlugiego, samotnego spaceru. rozpoczelam tradycyjnie, od placu czerwonego i lezacego obok niego kitaj gorodu; chodzilam z jakas glupia, dziwnie szczesliwa mina, zachwycona wszystkim co widze. bylam w soborze wasyla blogoslawionego i nie do konca zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze nie warto tam isc; faktycznie, ma on niewiele wspolnego z tradycyjna cerkwia, gdzie jest jedno duze pomieszczenie, ikonostas itp, ten sobor jest raczej zbiorem kilku pomniejszych swiatyn. z kolei motywy roslinne przypominaja raczej jakies muzulmanskie zdobienia, ale moze to tylko moje skojarzenie. z kolei zaraz za placem czerwonym, w samym sercu miasta, znajduje sie gigantyczny, paskudny plac budowy, monumentalny jak cala Rosja. do kitaj goroda docieraja nieliczni turysci (a moze tylko dzis tak bylo?). bardzo przyjemne i ladne miejsce, bedace w architektonicznym i duchowym kontrascie z placem. na ulicy Warwarka udalo mi sie tez znalezc mala, urocza cerkiew, zdaje sie, ze Maksyma Blogoslawionego. mimo, ze znajduje sie w scislym centrum kilkunastomilionowego miasta, w jej otoczeniu jest bardzo cicho, zielono i spokojnie, jak na wsi, do tego kwitnie kolo niej mnostwo kolorowych kwiatow. obeszlam kilka ulic i na koncu usiadlam na krawezniku, spojrzalam na plac i pomyslalam  o tym, ze w pewnym sensie znajduje sie w swietym miejscu, bo dla mnie zawsze to ludzkie emocje uswiecaja miejsca. plac czerwony, krasnyj i krasiwyj, czerwony ze wzgledu na podobienstwo miedzy tymi dwoma slowami, ale czerwony na pewno od krwi tysiaca ludzi, ktorzy na nim zgineli i ze wzgledu na czerwien komunizmu. dziwne miejsce, ilestam metrow kwadratowych na ktorych to zaraz obok swiatyni zabijano ludzi, na ktorym naprzeciwko miejsca, gdzie car przemawial do ludu albo osobiscie scinal glowy buntownikow obecnie lezy, wbrew swojej woli, zakonserwowany lenin (swoja droga dzis do opisywanego wczoraj stalina w metrze dolaczyl lenin. siedza sobie przy stoliczku, z bukietem czerwonych roz).
zmieniajac temat, Jurij i P. twierdza, ze jestem zbyt uprzejma na Rosje i zdecydowanie naduzywam slow dzien dobry, dziekuje, do widzenia, prosze. ja do tego moge dodac, ze musze sie nauczyc mniej planowac, byc mniej zorganizowana albo chociaz inaczej zorganizowana. cieszy mnie natomiast to, ze coraz wiecej zaczynam mowic po rosyjsku i ze poki co nie mialam problemow z jazda metrem. mniej poinformowanym moge jedynie powiedziec, ze metro ma 12 linii, ponad 180 stacji i kilka poziomow
czas poczytac troche. mam nadzieje, ze ktos dobrnal do konca tego opisu.

1 komentarz:

  1. Ewunia,
    Czytamy i wyobrażamy sobie, jak to tam jest, w kraju wódki, kawioru i Putina. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń