sobota, 2 lipca 2011

zastanawialam sie co mnie w Moskwie zaskoczylo najbardziej i chyba juz wiem - czuje sie tutaj jak w Polsce. a moze to nie "w Polsce" jest wlasciwym okresleniem, tylko "jak u siebie"? nie umiem dokladnie wytlumaczyc dlaczego tak sie dzieje; ludzie mowia w troche innym jezyku, uzywaja innego alfabetu, ale nie ma to wiekszego znaczenia. istnieje pewien element wspolny, ale jeszcze nie umiem go okreslic, zdefiniowac. moze to po prostu "swojskosc", cokolwiek mialoby to oznaczac? bloki z szarej plyty, osiedla przypominajace te socrealistyczne osiedla warszawskie? naprawde nie wiem. oczywiscie wszystko jest wielkie, przeogromne; pierwszym budynkiem, ktory zobaczylam gdy wysiadlam w Moskwie, byla biblioteka przeznaczona wylacznie dla dzieci, wielkoscia zblizona do najwiekszych warszawskich biurowcow. przed biblioteka oczywiscie stoi monumentalny pomnik Lenina, jakzeby inaczej. Cytujac Lucyne Krzemieniecka: "Dzieci zrozumialy, ze Lenin, ktorego widzialy po raz pierwszy, jest ich najwiekszym przyjacielem i towarzyszem.(...) Lenin goraco i szczerze kochal dzieci, a one odwzajemnialy sie gleboka miloscia". dzis w metrze z kolei spotkalam Stalina; mezczyzne, ktory na swoim podobienstwie do "towarzysza, co usta slodsze mial od malin" probowal zarobic kilka rubli. dzis wiekszosc dnia spedzilam w biurze, na spotkaniu organizacyjnym; pozniej poszlismy na male piwo pod kreml. zetkniecie z tyloma osobami z innych kultur - nieraz bardzo egzotycznych - jest ciekawym przezyciem. pijac piwo na cokole pod Kremlem dowiedzialam sie od Miszy (zamieszkalego w Uzbekistanie koreanskiego prawnika) rzeczy, o ktorych w zyciu nie przeczytalabym w gazecie czy ksiazce. a jesli chodzi o sama Moskwe to faktycznie, stolica o tej porze roku zyje pelnia zycia; na kremlowskich "plantach" jest mnostwo ludzi, a co sto metrow stoi jakas babuszka sprzedajaca hot - dogi, kwas chlebowy i piwo baltika 3. nie mniejszym powodzeniem ciesza sie diewuszki wystylizowane na gwiazdy porno, w widowiskowy sposob jedzace lody. w kazdym razie stolica zyje. na pewno sprzyjaja temu takze dluzsze wieczory; o 22.30 jest jeszcze jasno. w zwiazku z tym pozostaje mi zastanowic sie co zrobie z dalsza czescia wieczoru - ale prawdopodobnie nie spedze go przed komputerem. (c. d. nastapi)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz