niedziela, 24 lipca 2011



 Zdjęcia z Muzeum Majakowskiego


podsumowanie tygodnia: bieganie - 4 razy; zwiedzanie - 4 miejsca; rosyjski - niekoniecznie pol godziny, ale codziennie; podjadanie - mniej, ale nadal za duzo; nie mialam ani jednego bezproduktywnego dnia.
jest niezle, ale w przyszlym tygodniu bedzie lepiej. jak tylko wyzdrowieje. wczoraj po poludniu nie potrzebnie pochwalilam sie, ze wszyscy choruja, a ja jestem zdrowa; juz poltorej godziny pozniej zaczelam kichac jak szalona, plakac i wydmuchiwac nos co 2 minuty. mam nadzieje, ze to jednodniowka, dzis posiedze w domu z herbatka i od jutra znow bede robic rzeczy.
wczoraj bylam w muzeum majakowskiego, znajdujacym sie przy stacji metra lubianka. bardzo ciekawe miejsce. o samym majakowskim co prawda nie dowiedzialam sie niczego, czego bym nie wiedziala wczesniej, ale muzeum zostalo urzadzone w bardzo ciekawy sposob. awangardowe wnetrze ma oddawac awangardowego ducha poezji, mamy zatem i odwrocony portret cara Mikołaja II, ksiazki zamkniete w klatkach i fragmenty wierszy umieszczone na roznych elementach ekspozycji. w muzeum tym spotkalam tez pana, ktory automatycznie skojarzyl mi sie z naszym ksiedzem Janem, choc nie umiem do konca wytlumaczyc dlaczego. nie wynikalo to bynajmniej z jego lekko niechlujnego wygladu, sarmackiego brzucha i zapachu przetrawionego alkoholu; mam na mysli raczej sposob wypowiadania sie, podobna zarliwosc w glosie. pytal sie skad jestem, gdzie studiuje; bardzo sie ucieszyl, gdy uslyszal, ze Polsza, Kraków, gdyz jego matka tam sie urodzila. pytal, czy rosyjski jest popularny w Polsce, co Polacy mysla o Rosjanach i sam zaczal temat cudu nad wisla, mowil mi o Katyniu ("Stalin nie zabil, on tylko podpisal dokumenty!"). pan gleboko wierzy w  przyjazn polsko - rosyjska ("jestesmy podobni do siebie"), natomiast szczerze nie znosi Chin, ich antysemityzmu i faktu, ze odebrali Rosji pare lat temu bodajze 300km2 z okregu chabarowskiego. bardzo chcial mnie wciagnac w dyskusje, ale moj rosyjski byl za slaby nawet na to, zeby zrozumiec wszystko; zreszta nie uwazam, aby tego typu rozmowy byly rozsadne.  tak czy tak, bylo to ciekawe doswiadczenie.
druga polowa dnia minela w biurze aiesecu, mielismy cotygodniowe spotkanie z ktorego jak zwykle nic specjalnego nie wyniknelo, a ponad polowa stazystow nie pojawila sie. wieczorem bylam na speaking club. nie wiem czy wspominalam o tym projekcie; polega on na tym, ze raz w tygodniu spotykamy sie w parku aleksandrowskim kolo Kremla i rozmawiamy na rozne tematy zasugerowane przez prowadzacych. wczorajszy temat to malzenstwa, rodzina, rozwody. na blisko 10 - 12 osob ktore znalazly sie w moim kolku dyskusyjnym bylam jedna z moze 5, ktore chca w przyszlosci wziac slub w kosciele. w ogole wziac slub. co warto dodac, 2 pozostale to Egipcjanie, z czego Khadiga jest muzulmanka, a Manuel - wyznawca kosciola koptyjskiego. oczywisnie nie mozna generalizowac na podstawie kilku przypadkowych osob, ale wyglada na to, ze mloda, nowoczesna Europa nie chce sie zenic. 
dzis ogladam filmy, ale najpierw sie jeszcze przespie. czuje, ze moja glowa jest w sloiku. jeszcze jako miss gracji zalalam herbata laptopa i nie dziala mi kursor tak jakbym chciala. mam nadzieje, ze mu przejdzie i jak wydchnie dokladnie, to zacznie mnie sluchac, bo tak sie nie da na dluzsza mete. pzdr.



2 komentarze: